Dlaczego boimy się dzieci z zespołem Downa?

W miniony weekend w Poznaniu, w jednym z centrów handlowych, miała miejsce sytuacja, która zasmuca i daje do myślenia. Dziewczynka z zespołem Downa nie została wpuszczona do jednej z bawialni. Rodzice 6-letniej Moniki chcieli zostawić córkę na placu zabaw po to, aby szybko i sprawnie zrobić zakupy. Personel zareagował zgodnie z regulaminem bawialni - zakazał wejścia dziewczynki bez opieki.

Wiem, jak działają sale zabaw w centrach handlowych. Sam wielokrotnie zostawiałem moje córki w takich miejscach. Zdaję sobie, że nie jest to najlepszy sposób na spędzanie czasu przez dziecko, ale czasami po prostu nie ma wyjścia. Prawdopodobnie podobnie pomyśleli rodzice Moniki próbując na godzinę pozostawić swoją pociechę pod opieką wyspecjalizowanego personelu. Dlaczego więc wydarzyło się to, co się wydarzyło?

Przyczyn szukałbym w braku wiedzy. Niekoniecznie wśród pracowników placów zabaw. Rekrutują się oni przeważnie z grona studentów/studentek pedagogiki czy psychologii, po propedeutycznych kursach pedagogiki specjalnej czy psychologii klinicznej - i przynajmniej z tego powodu liczyłbym na traktowanie wszelkiej odmienności przez tak wykształcony personel jako "sytuacji oczywistej". Opiekunki poznańskiego placu zabaw powołały się jednak na regulamin placówki, a przepisy w tym regulaminie potraktowały dziecko z zespołem Downa jak osobę chorą. Niestety.

Zespół Downa jest odmiennością natury biologicznej (jest to zespół wad wrodzonych spowodowanych obecnością dodatkowego chromosomu 21 - mówiąc najkrócej), która manifestuje się w sposób znany, bo dokładnie zbadany i opisany (pierwszy raz na odmienny wygląd niektórych dzieci zwrócił uwagę pod koniec XIX wieku angielski lekarz John Langdon Down). I właśnie słowo odmienność wydaje się być tutaj kluczowe. Można je w tym przypadku rozumieć w dwojaki sposób. Albo potraktujemy odmienność dziecka z zespołem Downa "stereotypowo" i będziemy "mierzyć" manifestacje tak rozumianej odmienności "dziwnym" wyglądem i zachowaniem albo przyjmiemy (i nie jest to wyjątkowa i nowa konstatacja), że odmienność ową w znacznym stopniu kształtują warunki środowiskowe i warunki wychowania.

Jeśli zdecydujemy się na pierwszą wersję myślenia i działania, musimy liczyć się z sytuacją powtórek poznańskiego incydentu. Jeśli wybierzemy drugi wariant zgodzimy się nie tylko nowoczesną wiedzą na temat zespołu Downa, która mówi o zróżnicowanym potencjale rozwojowym takich dzieci, opisuje warunki wychowania i wczesnego stymulowania rozwoju w każdym jego wymiarze i dostrzega najróżniejsze potrzeby takiej "inności". Będziemy również zgodni, co do tego, że "odmiennościami" możemy się wymieniać, korzystać z nich, uczyć się "od nich".

Sytuacja, o której piszę miała więc w sobie ogromny potencjał. Przyprowadzona przez rodziców dziewczynka nie tylko bawiłaby się świetnie na placu zabaw, ale również skorzystałaby na niej rozwojowo. "Normalne" dzieci albo nie zauważyłyby odmienności (bawiąc się z Moniką na całego) albo potraktowałyby je jak wiele innych, takich z którymi mają do czynienia na co dzień, pomyślmy - na ile sposobów jesteśmy "odmienni", "inni" - my "normalni" i nasze "normalne" dzieci?
Trwa ładowanie komentarzy...