Czy nauczyciel informatyki może pracować w żłobku? Czytając Ervinga Goffmana

Kiedy minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował nauczycielom, aby, w zawiązku z perspektywą zwolnienia od września 7,5 tysiąca pedagogów, pomyśleli o przekwalifikowaniach i przeprowadzkach, w pokojach nauczycielskich zawrzało. Oburzenie związane było głównie charakterem propozycji, bowiem zwalniani nauczyciele mieliby “w zamian” pracować w żłobkach lub jako asystenci rodziny. Spróbowałem przyjrzeć się proponowanej modernizacji z nieco innej perspektywy. Poszperałem w mojej (para)naukowej pamięci i znalazłem - mam nadzieję - ciekawą interpretację nauczycielskiego szoku.

Pamiętacie klasyczne, socjologiczne dzieło Ervinga Goffmana pt. “Człowiek w teatrze życia codziennego”? Książka wydana w 1959 roku była wówczas wydarzeniem. Głównie dlatego, że Goffman miał odwagę pójść pod prąd funkcjonalistycznej socjologii. Mówiąc najogólniej, Amerykanin kanadyjskiego pochodzenia pokazał, że rzeczywistość społeczną można badać w oparciu o obserwację potoczną. Co ważniejsze, w “Człowieku w teatrze...”, Goffman “wykazał”, że można przyglądać się światu poprzez czy przy pomocy metafory teatralnej.

Dobrze. Ale co ma wspólnego dzieło Ervinga Goffmana z problemami polskich nauczycieli w 2013 roku? Prawdopodobnie wiele. Żeby to pokazać muszę zacytować amerykańskiego badacza. W swoim rozbudowanym metaforycznie dziele pisze on o przyjmowanych przez jednostki rolach. Wspomina o “występach”, definiując je jako wszelką działalność podmiotu, “która przebiega podczas stałej obecności pewnej grupy obserwatorów i wywiera na nich jakiś wpływ”. Mówi również o “fasadzie”, czyli tej części “występu jednostki, która funkcjonuje niezmiennie przez cały czas jego trwania, dostarczając obserwatorom definicji sytuacji”.

Żeby zrozumieć opór i oburzenie nauczyciela informatyki, któremu oferuje się przekwalifikowanie do pracy w żłobku konieczne jest przyjrzenie się temu, czym jest fasada w okolicznościach polskiej oświaty i polskiego nauczyciela. Przypomnijmy - fasadą są wszelkie “dekoracje”, a więc wszystko to, co pozwala wejść aktorowi w rolę. W sytuacji nauczyciela informatyki może to być otoczenie, które definiuje jego pracę: pracownia komputerowa, miejsce-pokój na szkolne serwery, etc. Stałość fasady, czyli w tym wypadku miejsca, w którym nauczyciel pracuje określa jego status. Przywołajmy Goffmana:

“Postacie takie oczywiście należy odróżnić od zwykłych ludzi, takich jak domokrążcy czy żebracy, którzy między występami - często pod wpływem konieczności - zmieniają miejsca pracy. Aby posiadać jedną stałą dekorację, władca znajduje się zbyt wysoko, żebrak zaś zbyt nisko”.

Inną częścią fasady jest “fasada osobista”, równie ważna, jeśli nie ważniejsza w kontekście prezentowanej tutaj sytuacji nauczyciela informatyki. Czym jest “fasada osobista”? To środki wyrazu, które aktor wykorzystuje na scenie, na przykład: strój, wiek, płeć, sposób mówienia, mimika, gesty, cechy rasowe, postura i wygląd. Żłobkowa kariera nauczyciela informatyki może być niemożliwa właśnie z uwagi na środki wyrazu i powierzchowność, którymi wchodzący na scenę aktor dysponuje. Innymi słowy oczekujemy podobieństwa pomiędzy powierzchownością jednostki i sposobem bycia (tutaj - środkami wyrazu, które wykorzystuje się na scenie). Chodzi bowiem o “fasadową zgodność”. Chcemy obserwować “również pewnego stopnia zgodność między dekoracją, powierzchownością i sposobem bycia.”

Dlaczego o propozycji ministra pracy piszę po Goffmanowsku? Po pierwsze dlatego, że wydaje się, iż kluczowym elementem nauczycielskiego oporu wobec tego pomysłu jest właśnie nierelacyjność i niezgodność na występowanie na scenie, w gruncie rzeczy w podobnej roli, ale przy innych dekoracjach - odmiennej fasadzie. Innymi słowy, różnica między fasadą nauczyciela informatyki a opiekuna w żłobku jest ogromna. To dość szokująca konstatacja, szczególnie wtedy, kiedy zdamy sobie sprawę, że częścią dekoracji w “tej” i w “tamtej”, potencjalnej sztuce są dzieci, młodzież, uczniowie.

Nasuwa się tutaj pytanie dosyć zasadnicze - co decyduje, że aktor (nauczyciel) wchodzi na scenę (do szkoły, przedszkola, żłobka)? Jeśli założymy - za Goffmanem - że społeczną fasadę można podzielić na trzy części: dekoracje, powierzchowność i sposób bycia, to co stanowi warunek przyjęcia roli nauczyciela, pedagoga, wychowawcy, opiekuna?

Pytania, które zadałem są w gruncie rzeczy pytaniami o “ontologię” pracy pedagogicznej, o to z jaką materią stykamy się wykonując dydaktyczno-wychowaczą robotę? Czy jest ona bliższa “nauczaniu” czy “wychowywaniu” i czy można te dwie sfery dzielić (w rozumieniu ministerialnych pomysłów na bezrobocie wśród nauczycieli)? W tym sensie, wątpliwość zapisana w tytule wpisu jest pytaniem o wartość pracy pedagogicznej, o to, jakie dekoracje jej służą, a jakie przeszkadzają.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Erving Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, Warszawa 2000.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...