Grupa naTemat

Analogowa wyprawka szkolna

Nic tak bardzo nie sprowadza mnie na ziemię w sierpniu (i jednocześnie nie weryfikuje moich sądów na temat cyfrowej, nowoczesnej szkoły), jak moment wczytania się w listę tak zwanej “wyprawki szkolnej”. Wystarczy pobieżna lektura wskazań i wymagań dotyczących tego, co ma się znaleźć w uczniowskim tornistrze, żeby stwierdzić, iż polska szkoła nie tylko z nowoczesnością ma niewiele wspólnego, ale nawet - w powszechnym odbiorze - do zmian na lepsze nie próbuje się przygotowywać.

To przykra konstatacja. Po pierwsze dlatego, że jako osoba od ponad dekady zajmująca się edukacją medialną wiem, iż w materii unowocześnienia szkoły poprzez jej dygitalizację coś jednak dobrego się zadziało. Wspomnieć należy chociażby o programie “Cyfrowa Szkoła”. Rządowy program rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych to bardzo dobry pomysł na zbadanie możliwości przyjęcia “nowego” przez rodzimą oświatę.


Co wiemy o programie “Cyfrowa Szkoła”? Do dnia 31 grudnia 2012 roku prawie 400 szkół otrzymało sprzęt komputerowy, zainstalowało i zintegrowało go. Wiemy również, że do 31 maja 2013 roku odbyło się około 50 tys. lekcji z wykorzystaniem TIK, w zajęciach z wykorzystaniem nowoczesnych technologii (objętych programem) uczestniczyło około 70 tys. uczniów, zrealizowano 1,5 tys. otwartych lekcji. Sporo dzieje się również w zakresie projektowania e-podręcznika, o czym przy każdej okazji stara się przypominać Krzysztof Wojewodzic, koordynator projektu e-podręczniki do kształcenia ogólnego z Ośrodka Rozwoju Edukacji. Pierwsze e-podręczniki mają być gotowe we wrześniu 2014 roku.

Co ważne, w latach 2014-2020, na kontynuację procesu cyfryzacji w obszarze szeroko rozumianego nauczania-uczenia się trafi do Polski około 1,5 mld EUR. Pieniądze mają być wykorzystane między innymi na rozwój oferty elektronicznych zasobów edukacyjnych.

Wiem o prezentowanych tutaj faktach, dyskutuję o nich podczas zebrań i konferencji, realizuję projekty badawcze na temat szkolnej edukacji medialnej, mimo to, wyjmując corocznie lekko pogniecioną kartkę z “wyprawką”, wpadam w konfuzję. Nie staram się wówczas specjalnie dziwić, demagogicznym z natury, medialnym analizom sytuacji rodziców posyłających swoje pociechy do szkół i przedszkoli, bo i mnie szlag trafia, kiedy pod koniec wakacji muszę wypłacić z konta kilkaset złotych na zabezpieczenie podstawowych potrzeb szkolnych moich dzieci.

Nie irytuje mnie rzecz jasna, że jakąś “inwestycję” na edukację muszę ponieść (choć i to nie jest tak oczywiste, jeśli przyjrzymy się, na przykład, finansowaniu systemu oświatowego w Finlandii), ale że mają one taki charakter. Idzie o to, że corocznie kupuję zestaw “drukowanych” podręczników, że dyskonty zarabiają na masie zdesperowanych rodziców biegających między półkami za tanią ofertą zeszytów i artykułów piśmiennych. Wreszcie - i pewnie to jest najistotniejsze - że uzasadnia się te zakupy dobrem dziecka.

Niestety, nie jestem optymistą. Nawet jeśli - zgodnie z przyjętym harmonogramem - od czerwca 2015 roku wszyscy polscy uczniowie dostaną do ręki zestaw darmowych e-podręczników do 14 przedmiotów, to jestem przekonany, że w ciągu 2 lat nie nastąpi taka zmiana, która modyfikowałaby przyzwyczajenia nauczycieli. Innymi słowy - jestem prawie pewien, że w 2015 roku otrzymam od córki tak samo analogowo skonstruowaną kartkę z wyprawką. A sierpień, po raz kolejny, zakończy się debetem na koncie.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Edukacja
Skomentuj