Po zjeździe

VIII Ogólnopolski Zjazd Pedagogiczny przeszedł do historii. Do Gdańska przyjechało pół tysiąca pedagogów, ekspertów, nauczycieli, badaczy zajmujących się edukacją. I choć wydaje się, że formuła zjazdów naukowych już się wyczerpuje, to gdańskie spotkanie miało jednak swoją dynamikę i smaczki. Interesująco było nie tylko podczas wystąpień plenarnych i sesji tematycznych, ale również w kuluarach zjazdu. Oto krótka, autorska relacja z trzech dni pedagogicznych rozmów i prezentacji.

Zjazd rozpoczął się wystąpieniami plenarnymi Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, prof. Zbigniewa Kwiecińskiego, Przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, prof. Bogusława Śliwerskiego, Przewodniczącego Komitetu Programowego Zjazdu, prof. Tomasza Szkudlarka i prof. Petera Mayo z Uniwersytetu Maltańskiego.

Zbigniew Kwieciński apelował w swoim wystąpieniu na otwarcie się w stronę pedagogii pozytywnych, wobec dominujących na całym świecie pedagogik potrzeb specjalnych w wersjach zmedykalizowanej, psychiatrycznej, opiekuńczej, charytatywnej czy pastoralnej. Chodziłoby zatem o przyjrzenie się na nowo np. kwestiom włączania do obiegu szkolnego osób (uczniów) zdolnych i twórczych, czy też budowaniu szerokiego programu zapobiegania nierównościom społecznym w dostępie do kultury i godziwego życia - fundamenty takiego myślenia tworzyła Helena Radlińska, prekursorka polskiej pedagogiki społecznej.

Bogusław Śliwerski, po raz kolejny, dał wyraz swojemu niezadowoleniu dotyczącemu polityki oświatowej i naukowej w Polsce. Wystąpienie było niezwykle mocne - pojawiły się stałe elementy krytyki prezentowane na blogu Profesora, począwszy od zagadnień posyłania sześciolatków do szkół, skończywszy na znowelizowanej ustawie o szkolnictwie wyższym. Wszystko okraszone zostało ostrym ideologicznym sosem z personalnymi wycieczkami (m.in. krytyka rządów oświatowych minister Katarzyny Hall). Dostało się zresztą nie tylko ministrom, ale również ekspertom współpracującym z nimi - między wierszami można było czytać o sprzeniewierzeniu się ideałom nauki przez specjalistów z Instytutu Badań Edukacyjnych. Do tej krytyki nawiązał prof. Roman Dolata w panelu podsumowującym Zjazd (o tym za chwilę).

Tomasz Szkudlarek jako jedyny odniósł się wprost do tytułu zjazdowego “Różnice-edukacja-inkluzja”. Wspomniał, że pojęcie różnicy zdominowało dyskusję w naukach społecznych w ostatnich dekadach XX wieku. Znalazło to wyraz w debatach o wielokulturowości, niepełnosprawności, tolerancji politycznej, seksualnej. Końcem “epoki różnicy” były zamachy z 11 września 2001 roku. “Różnica okazała się groźna”, a reakcje na zagrożenie różnicą doprowadziły do ksenofobii, do przyzwolenia na tortury, do masowych morderstw. Szkudlarek nawiązał do krytyki teorii reprodukcji i wyraził wątpliwość (za Rancièrem) wobec uznawania nierówności za punkt wyjścia działań inkluzyjnych. Być może więc jedynym realnym projektem emancypacyjnym jest założenie fundamentalnej równości i sprawdzanie jak daleko uda nam się z takim założeniem dojść - mówił dalej szef rady programowej Zjazdu.

Ostatnim mówcą plenarnym otwierającym Ogólnopolski Zjazd Pedagogicznym był prof. Peter Mayo, który skupił się na krytyce założeń europejskiej polityki edukacji całożyciowej (Agenda for Adult Learning). Mayo zwrócił uwagę na bardzo istotną zmianę w dyskursie edukacji europejskiej - przejście z idei edukacji przez całe życie do idei uczenia się przez całe życie, co oznacza związanie jednostki z “jego” kształceniem, a więc również ponoszenia kosztów tego kształcenia przez uczącego się.

Drugi dzień obrad zdominowały sympozja i sesje tematyczne, wśród nich dyskusja z udziałem Janusza Palikota, Jana Hartmana i Piotra Baucia. Nie byłem uczestnikiem tego spotkania, a informacje na temat jego przebiegu posiadam z drugiej ręki, pozwolę więc sobie go nie komentować. O kontrowersjach związanych z przyjazdem polityków na Uniwersytet Gdański pisałem tutaj.

Interesujący wykład przedstawił prof. Roman Dolata, który mówił o procesach nieformalnej selekcji prowadzącej do różnicowania się w dużych miastach gimnazjów ze względu na wyniki i efektywność nauczania. Autor weryfikując hipotezę wykorzystywał dane krajowe z egzaminu gimnazjalnego dla lat 2002-2013 oraz dane ze sprawdzianu w klasie VI szkoły podstawowej. Wygląda więc na to, że podział jednolitego kształcenia na szkołę podstawową i gimnazjum uruchomił nieformalne, ukryte procesy autoselekcji i selekcji, będące zarówno segregacją uczniów na progu gimnazjum jak i różnicowaniem się gimnazjów ze względu na efektywność nauczania.

W drugim dniu Zjazdu uczestniczyłem również w sympozjum pt. “Dyskursywna konstrukcja podmiotu”, podczas którego zespół pod kierownictwem prof. Tomasza Szkudlarka omówił swoje badania, przedstawione wcześniej w tomie “Dyskursywna konstrukcja podmiotu. Przyczynek do rekonstrukcji pedagogiki kultury”. Badań wcześniej nie czytałem, ale sympozjum okazało się bardzo przwidywalne - zarówno w formie (język) jak i w treści. Jakkolwiek pojedyńcze analizy i wnioski z badań wydawały się być interesujące, tak trudno było mi dostrzec w jaki sposób badacze próbują “rekonstruować pedagogikę kultury” i co to ma w ogóle oznaczać.

Niespodzianką drugiego dnia okazała się niewielka sesja prowadzona przez prof. Dorotę Klus-Stańską (znakomicie moderowana). Szczególnie interesujące w ramach tej sesji było wystąpienie Moniki Wiśniewskiej-Kin dotyczące rozbieżności pomiędzy dyskursem podręcznikowym a dziecięcym. Badaczka ukazała je na przykładzie wybranych obszarów kognitywnych powiązanych z językiem. Dyskurs podręcznikowy w najbardziej znaczących dla dzieci obszarach (dom, mama, tata, rodzina) spłaszcza je, deformuje, wycisza ważne elementy (dzieci opisywały te same sfery w sposób wyraźnie bardziej zróżnicowany, “emocjonalny”, trafny). Prezentacja Moniki Wiśniewskiej-Kin była wstępem do bardzo ciekawej dyskusji o funkcji podręczników szkolnych.

Trzeci dzień zjazdowy kończył się mocnymi akcentami w postaci wykładów plenarnych prof. Marii Mendel, prof. Lucyny Kopciewicz i dr hab. Piotra Laskowskiego. Wybierając wykład prof. Marii Mendel wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Była prorektor Uniwersytetu Gdańskiego uprawia bowiem od lat swoją wersję pedagogiki społecznej, nazywając ją raz - pedagogiką miejsca, innym razem - pedagogiką miasta (tak było podczas wystąpienia). Wykład rozpoczął się zawiłym teoretycznym wprowadzeniem (m.in. teoria miejsca, przestrzeni, miasta - w różnych wersjach), a skończył się na konkluzji, że miasto musi być “edukacyjne”, “podmiotowe”, “pedagogiczne”. Czytając od lat teksty Marii Mendel odnoszę wrażenie, że badaczce wyczerpują się pomysły interpretacyjne i rozjeżdżają się rejestry teoretyczne i empiryczne (jeden i drugi staje się tak odległy, że nawet niezłe pomysły badawczo-empiryczne Marii Mendel przestają być zrozumiałe w swej części koncepcyjnej).

Zjazd podsumowali prelegenci głównych wystąpień, a zakończył prof. Zbigniew Kwieciński - Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego. Najbardziej znacząco i ciekawie (otwierająco - mimo zakończenia) zabrzmiała wypowiedź prof. Romana Dolaty, który odniósł się do krytyki prof. Śliwerskiego podczas pierwszego dnia Zjazdu (niestety z uwagi na nieobecność tego drugiego, polemika była krótka). Dolata zauważył, że pedagodzy powinni zabrać się za badania ilościowe, bowiem dominujący w pedagogice od niemal 20 lat paradygmat jakościowy wyklucza to środowisko z dyskusji na temat dużych badań edukacyjnych (np. PISA - Programme for International Student Assessment). Dodał, że nie sposób prowadzić badań, które będą zmieniały edukację, bez zaangażowania w sferę polityki oświatowej (nawiązał, jak sądzę, w ten sposób do swojego zaangażowania w prace Instytutu Badań Edukacyjnych i do krytyki takiego zaangażowania przez prof. Śliwerskiego).

Na koniec wypada wspomnieć o atmosferze zjazdu, jego smaczkach i organizacji. Zjazd rozpoczął się od kontrowersji - podczas powitania pominięto prof. Bogusława Śliwerskiego, Przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN (Profesor zakończył swój udział w Zjeździe pierwszego dnia). B. Śliwerski, zdaje się, nie będzie miał wpływu na to, co jeszcze przez parę lat zadzieje się polskiej w pedagogice (mimo swojej funkcji). Zbigniew Kwieciński oznaczył teren - następny Zjazd, to autorski pomysł Profesora i prawdopodobnie autorsko będzie się nazywał (propozycja: “Pedagogie pozytywne” - czuć profesorem Kwiecińskim, oj czuć).

Ale przyszłość dyscypliny naukowej to badacze w młodym i średnim wieku. Wywodzę się ze środowiska gdańskiej pedagogiki i - chcąc nie chcąc - interesuje mnie, co w jej obrębie się dzieje. Uniwersytecka część tego środowiska wystąpiła na Zjeździe bez ciekawych pomysłów na badania, będąc całkowicie oderwanym od rzeczywistości i w równym stopniu przekonanym o swej wyjątkowości. Zmanierowanie i hermetyczność - to chyba dobre słowa opisujące przynajmniej kilka osób z tego zespołu.

Podczas Zjazdu posłuchałem wystąpień młodej pedagogicznej gdańskiej krwi i jestem przekonany, że oprócz naukowego awansu - w tym środowisku i za sprawą tego środowiska - przez następne lata, nic się nie wydarzy. Za trzy lata, podczas następnego Zjazdu, spotkam bowiem to samo towarzystwo z Gdańska, mówiące tym samym językiem, grające na tych samych rejestrach. I za trzy lata - podobnie jak dzisiaj - nikt o gdańskich pedagogach nie wspomni, kiedy będzie pytał o oświatę, edukację, szkołę, nauczyciela, ucznia. Ale to nie przeszkodzi - wtedy już nieco starszym badaczom - czuć się równie znakomicie jak dziś.

Koniec wpisu jest gorzki, ale oczywiście w pedagogice dzieje się również wiele dobrego. Zmiany na lepsze reprezentowane są przez badania Doroty Klus-Stańskiej, Jacka Pyżalskiego, Romana Dolaty. Pedagogika staje się konkretna. I dobrze.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...