Opowiadanie świata. Szkic o tożsamości

Po dwóch tekstach z rzędu nawiązujących do tematyki blogów i blogowania, wracam z ogromną przyjemnością do problematyki tożsamości społecznej. Podejmowałem ją wielokrotnie, ale potencjał interpretacyjny i analityczny kwestii tożsamościowych jest tak wielki, że trudno oprzeć się pokusie ciągle nowego - może nie zawsze oryginalnego - odczytywania spraw podmiotu - szczególnie w kontekście doświadczenia zapośredniczonego przez media.

Niezwykle ciekawą kwestią podnoszoną przy okazji dyskutowania o nowoczesnej (ponowoczesnej) tożsamości jest problem jej konstruowania w wymiarze temporalno-sekwencyjnym. Jak to rozumieć? I dlaczego taka optyka wydaje się być interesująca, gdy myślimy o współczesnym użytkowniku mediów.



Tożsamość to skomplikowany konstrukt. Przeważnie mówimy o niej w kontekście świadomości tego, kim jesteśmy, czy też nazywając najsilniej określające nas cechy. Przy tej okazji wskazujemy, że tworzenie tożsamości indywidualnej czy zbiorowej odbywa się w czasie. Nasze życie w świecie ma charakter temporalny, a konstruowanie tożsamości jest doświadczeniem rozciągniętym w czasie właśnie. Ale temporalność ludzkiego doświadczenia to oczywiście wiele więcej, niż tylko świadomość przemijania, rozumianego jako nieuchronny koniec życia (jakkolwiek ów koniec będziemy definiować).

Problem sekwencyjności-czasowości życia podmiotu znakomicie referują Wojciecha Józef Burszta i Waldemar Kuligowski w książce pt. “Sequel. Dalsze przygody kultury w globalnym świecie” (tekst nie jest nowy - pozycja jest znana i powszechnie dostępna). Autorzy zwracają uwagę na kwestię opowiadania, narracyjności; wskazując iż narracja jest częścią, elementem życia - przejawia się w powtarzanych i przetwarzanych mitach, legendach, historiach komiksowych, powieściach, serialach, korespondencji mailowej, etc. Prezentowanie tożsamości w oparciu o kategorię narracyjności nie jest nowe. Wspominają o tym również Burszta i Kuligowski, kiedy cytują i powołują się na Barbarę Hardy (człowiek jako istota narracyjna), czy Rolanda Barthesa (ludzie jako zwierzęta opowiadające).

Dlaczego sprawa narracyjności, rozumiana jako “opowiadanie świata”, wydaje się znacząca? Narracja jest “wypowiedzią”, a więc jest zawsze związana z medium, przy pomocy, którego “referujemy” lub poprzez które “słuchamy”. Można więc przyjąć, że warunkiem rozumienia rzeczywistości, która nas otacza jest przyznanie (zgoda), że wszelkie ludzkie doświadczenie jest zapośredniczone. (zwraca na to uwagę m.in. Anthony Giddens). W tym sensie każdy przekaz jest symbolicznie kodowany.

Tożamość konstruowana jest zatem narracyjnie, sekwencyjnie (i temporalnie), w sposób który nie jest możliwy do rozpoznania poza kontekstem społecznym. I nie byłoby specjalnie nic skomplikowanego w tej układance, gdyby nie fakt, że opowieści, które do nas zewsząd docierają są coraz bardziej zróżnicowane. Spójna konstrukcja tożsamości sprzed 100 lat, budowana w oparciu o trwały, jednorodny materiał narracji, na naszych oczach ulega rozpadowi, pozostawiając po sobie, co najwyżej, nietrwały fundament - w postaci ludzi, którzy chcą i umieją (jeszcze) opowiadać linearnie.

Popatrzmy, co jeszcze na przestrzeni lat mogło się zmienić? Homogeniczna struktura tożsamości przeobraziła się w konstrukcję refleksyjną (tożsamość refleksyjna - Anthony Giddens). Wybieramy (albo tak nam się wydaje) opowieści, otrzymując je bez wysiłku, jaki należało włożyć, kiedy wsłuchiwaliśmy się w historie opowiadane przez dziadków. Zmieniliśmy medium - język zastąpiliśmy komunikacją elektroniczną (choć oczywiście sprawa jest trochę bardziej skomplikowana). Lokalność narracji wyparta została przez globalny szturm “ważnych” informacji. Doświadczanie codzienności stało się tak samo istotne jak oświeceniowe metanarracje.

Cały czas jednak opowiadamy, wierząc że narracyjność to szansa na pozostanie w grze o spójną tożsamość.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...